Language
0

Brak produktów

Wysyłka Darmowa wysyłka!
Razem 0,00 zł
Idź do koszyka Realizuj zamówienie

Produkt dodany poprawnie do Twojego koszyka

Ilość
Razem

Ilość produktów w Twoim koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Razem produkty: (brutto)
Dostawa: (brutto) Darmowa wysyłka!
Razem (brutto)

Największy producent wstążek w Europie

Pasja, mnogość inspiracji, zaangażowanie, oddanie, wrażliwość na potrzeby konsumenta, to tylko niektóre z cech, które przyczyniły się do rozwoju firm Plastiflora i Florima. Już od ponad trzydziestu lat staramy się dostarczać Państwu artykuły florystyczne, zawdzięczające swej jakości uznanie klientów z całego świata. Oferujemy bogaty asortyment, w skład którego wchodzą między innymi wstążki, papiery ozdobne, fizeliny, juty czy tkaniny. Obecnie jesteśmy jednym z największych producentów artykułów ozdobnych w Europie. Każdy z zaprojektowanych przez nas wzorów jest zastrzeżony i niepowtarzalny, dzięki czemu nasze produkty cieszą się uznaniem nawet najbardziej wymagających miłośników świata designu.


AKTUALNE TRENDY

Pragnienie doskonalenia się i rozwoju podpowiada nam, by uczynić kolejny krok w naszej, już 30-letniej wędrówce w świecie florystyki i dekoratorstwa. Wychodzimy do Państwa z przekonaniem, że nieustanna twórczość i podsycana pasją inicjatywa, pomogą nam urzeczywistnić idee piękna i estetyki. Łącząc nowoczesność technologii produkcyjnych z subtelnością pracy artystycznej, sprawiamy że świat wyobraźni znajduje się na wyciągnięcie ręki. Wykorzystując własne artykuły kreujemy niepowtarzalne rzeczywistości, uczymy tego innych, dzielimy się z Państwem doświadczeniem. Sami wciąż zdobywamy nowe kompetencje, współpracując z włoskimi mistrzami.


TWÓJ PROJEKT NA NASZYCH PRODUKTACH

Dzięki wykwalifikowanemu zespołowi oraz profesjonalnemu zapleczu, nasza fabryka oferuje możliwość powołania do życia każdego projektu graficznego i zaprezentowania go na dowolnym typie materiału: wstążce, papierze, fizelinie, folii. Gwarantem naszych produktów jest tradycja oraz uznanie klientów.


TRWAŁOŚĆ

Szczególnym atutem naszych produktów jest jakość. Papier jest wodoodporny, niezwykle plastyczny, a kolory trwałe. W naszej ofercie znajdują się również papiery dwustronne, których właściwości umożliwiają jeszcze piękniejszą ekspozycję. Każdy ze wzorów jest zastrzeżony i zaprojektowany przez nas, co podkreśla ich wyjątkowość i niepowtarzalność. Duża ilość materiału na rolce z pewnością pozwoli na swobodne rozwinięcie najbardziej designerskich koncepcji.


POSZERZANIE GRANIC WYOBRAŹNI ARTYSTYCZNEJ

Dekoracja to element i przejaw ducha całej opowieści, sytuacji czy zdarzenia. Aby móc to uchwycić, nie wystarczą jedynie techniczne dane. Dlatego od wielu lat cyklicznie organizujemy dla Państwa pokazy florystyczne i dekoratorskie, podczas których dzielimy się z Państwem naszymi wizjami i kreacjami artystycznymi.

Zapraszamy do zapoznania się z historią naszej firmy z przymróżeniem oka :)

MAGICZNY SZNUREK

- Za późno wyszłam z pracy. W sklepach pustki. Nawet kawałka sznurka nie uświadczysz – westchnęła kobieta, opadając na krzesło. Całe popołudnie spędziła na rundce po sklepach, która okazała się zupełnie niepotrzebna, skoro wróciła z samą siatką. Tak się nachodziła, że nie miała siły nawet ściągnąć pantofli. Chłopiec przyglądał się jej ze współczuciem, ale i z powątpiewaniem. Po chwili jego twarz rozjaśnił łobuzerski uśmiech.

- Mama, co ty mówisz. Co jak co, ale sznurek? Na co komu sznurek? Sznurka to nie wykupili - parsknął śmiechem.

- Taki jesteś cwaniak? – spojrzała mu prosto w oczy. – Założymy się, że nie znajdziesz sznurka?

- Dobrze, ale o co?

- Jak ci się nie uda, przez miesiąc zmywasz. Po śniadaniu, obiedzie i kolacji. – Wiedziała, że syn szczególnie nie znosił stać przy zlewie. Zawsze starał się przecież od tego wymigać. Postanowiła, że w ten żartobliwy sposób się na nim odegra.

- A jak ja zwyciężę, to co?

- Odpuszczę ci na miesiąc sprzątanie i stanie w kolejkach.

Po tych słowach stwierdził, że nie ma nic do stracenia, co więcej: na pewno mu się uda wygrać. Jakby mama kazała mu kupić pomarańcze, to co innego. Szukaj wiatru w polu. Ale zwykły sznurek? Sama sobie zaszkodziła tym pomysłem. Od jutra będzie czytał ulubione komiksy zamiast pomagać jej w domu albo latać w tę i we w tę po sprawunki. Uścisnęli sobie ręce, mówiąc jednocześnie: „Umowa stoi”. Tatę obwołali świadkiem zawarcia zakładu.

Następnego dnia ostatnia lekcja dłużyła się chłopcu jak nigdy. Co chwilę spoglądał to na zegarek, który wisiał na ścianie, to przez okno. Wpatrywał się w fabrykę, której potężny, budzący respekt gmach sąsiadował ze szkołą. Od niezliczonych okien ceglanego budynku odbijały się słoneczne promienie. Przed nim kwitł jaśmin. Jego upajający zapach docierał i do klasy. Chłopiec rozmarzył się… posiadać własną fabrykę, to dopiero byłoby coś! Wyobrażał sobie, jak przechadza się po przestronnych halach, z przyjemnością wsłuchuje w huk maszyn, sprawdza postępy w pracach i ocenia efekty. Jest świadkiem całego procesu powstawania, od początku do końca. Jeszcze nie wiedział, co chciałby produkować. Na pewno coś zupełnie nowego. I żeby upiększyło ludziom szarą codzienność. Na przykład od razu wprawiało ich w lepszy nastrój. Zamiast rozwiązywać kolejne zadanie z algebry, głowił się, co to mogłoby być. Wciągające rozmyślania przerwał przeszywający dźwięk dzwonka. Chłopiec wybiegł z klasy co sił w nogach, żeby nie tłoczyć się z innymi w szatni. Nie zamierzał tracić czasu. Dzisiaj miał przecież do wykonania szczególną „misję”.

Wchodził do każdego sklepu, który mijał po drodze i pytał, czy jest sznurek. „Nie ma, nie ma, nie ma”, które wszędzie słyszał, odbijało się jak echo. Jednak on się nie zniechęcał. Zdawał sobie sprawę, że czasami sklepowe chowają pod ladą różne cuda. Prosił więc szeptem, żeby dały mu chociaż kawałek takiego odłożonego towaru. Wzruszały ramionami, a niektóre złośliwie z niego pokpiwały. Klienci nie byli lepsi. Głośno zastanawiali się, po co mu jest potrzebny sznurek. „Co te dzieciaki w głowach mają!” – oburzyła się starsza, tęgawa pani, aż spąsowiały jej policzki. Wyszedł ze sklepu ze spuszczoną głową. Mimo że wcześniej nie zanosiło się na deszcz, zaczęło padać. Pokierował się jeszcze na pocztę. To była jego ostatnia szansa, żeby obronić się przed spędzeniem miesiąca przy płukaniu garów. Pracownica poczty warknęła, że daje sznurki tylko do obwiązywania paczek. Prosił ją, by uczyniła dla niego wyjątek. Niestety, nic nie wskórał. Ucięła dyskusję stwierdzeniem, że nie będzie się z nim licytować i rzuciła lodowate: „Do widzenia”. Ze złości trzasnął drzwiami. Nie dość, że nie dostał ani centymetra przeklętego sznurka, to w butach chlupotała mu woda.

Przyszedł do domu przemoczony do suchej nitki. Wyglądał jak półtora nieszczęścia. Kiedy przebrał się i zjadł kolację, czekało na niego pierwsze wielkie zmywanie. Przy zlewie piętrzyły się wieże złożone z talerzy, zwieńczonych szklankami. Kobieta zacierała ręce z satysfakcją. Ojciec patrzył zza gazety z rozbawieniem. Chłopiec wyszedł z kuchni w podłym nastroju, podobny chmurze gradowej. Rodzice po cichu ustalili, że po tygodniu mu odpuszczą.

Nawet, gdy światła w całym domu pogasły, nasz bohater wciąż nie zmrużył oka. Przewracał się w łóżku z boku na bok. W myślach narzekał na los. Nie chodziło mu nawet o przykre przeżycia na mieście i o przegrany zakład. Nie mieściło mu się w głowie, żeby sznurek… jakby nie istniał. „Jak sprawić, by pojawiło się to, czego nie ma?” – zastanawiał się. „O, wynaleźć!” – uznał – „Ale przecież sznurek już został wynaleziony… Trzeba go jakby od nowa stworzyć” – wykombinował. Jego ojciec w czasie wojny pracował w fabryce nici. Pewnie znał się na ich produkcji. W piwnicy miał sporo różnych części od starych sprzętów. Może udałoby się z nich zbudować maszynę do robienia sznurka? Postanowił, że nazajutrz go zagadnie o tę kwestię.

Mężczyźnie spodobał się zapał syna i to, że nie poddawał się narastającym przeciwnościom, a wytrwale poszukiwał rozwiązania. Zresztą odkąd pamiętał, lubił techniczne wyzwania. Postanowił się sprawdzić i tym razem. Kupił trochę bawełnianych nitek z odpadów z fabryk. Nakazał synowi, żeby przez kilka dni pod żadnym pozorem nie wchodził do piwnicy. Kiedy chłopiec mógł już uchylić masywne drzwi, osłupiał. Nie przypuszczał, że ojciec podejdzie do zadania z takim zacięciem. Zbudował prawdziwą, najprawdziwszą maszynę! Składała się z dwóch walców i ramy z nitkami. Po jej uruchomieniu przechodziły one do zbiornika z klejem, a później na specjalne bębny, gdzie suszyły się. W ten sposób powstawały kolejne centymetry sznurka. Kiedy pierwszy był gotowy, chłopiec okręcał się razem z nim w szalonym tańcu. Jego policzki zaróżowiły się, a oczy błyszczały mu szczęściem jak nigdy dotąd. W spojrzeniu ojca ujrzał podobny blask. Wbiegł szybko po schodach do mieszkania.

- Mamo! Mamo! – wołał już od progu, ciągle podekscytowany – Mamy sznurek! Zobacz! – podskakiwał do góry jak sprężyna.

Razem z rodzicami uznał, że wykorzystają „wynalazek” z pożytkiem dla innych. Zaplanował, że przejdzie się z nim po sklepach na osiedlu. Pierwszym, do którego trafił, była kwiaciarnia. Kiedy wszedł do środka, od intensywnej woni zakręciło mu się w głowie. Smukła dziewczyna w sukience w kropki chowała twarz w bukiecie rozwiniętych tulipanów. Rozchylone płatki delikatnie dotykały jej czoła i powiek. Miejsce urzekało go coraz bardziej. Kwiaciarki ucieszyły się z jego propozycji i powiedziały, że spadł im z nieba. Sznurek ściskał w garści łodyżki wiązanek i osnuwał papier, w który ekspedientki pakowały podarunki. Maszyna wciąż pracowała na pełnych obrotach.

Minęło kilka lat. Nasz chłopiec dorósł, lecz nie zapomniał o dziecięcych marzeniach i nie opuściła go potrzeba eksperymentowania. Dzięki jego ciekawości, kreatywności i zmysłowi technicznemu sznurek, wyprodukowany przez jego ojca, przeszedł ewolucję. Znacznie ulepszony, stał się pierwszą w Polsce dekoracyjną wstążką ze sztucznego tworzywa. Sposób jej wykonania został opatentowany. Na tym się nie skończyło. Rodzinna firma Plastiflora wciąż wzbogacała ofertę o kolejne artykuły. Barwne jak pawie piórka ozdoby rzucały wyzwanie gołębiej szarości. Kiedy ustrój zmienił się, ich zadaniem nie było już uzupełnianie braków na rynku. Powiewne wstążki, lekkie jak płatki i giętkie jak łodyżki, coraz wspanialej podkreślały urodę ozdobionych nimi kwiatów. Szeleszczące, tęczowe papiery cieszyły oko tych, którzy odwijali z nich prezenty. Urocze dekoracje powodowały przyjemność i kojarzyły się z nią. Urozmaicały wnętrza rozmaitych lokali, podkreślając romantyczne lub nowoczesne wystroje. W cukierniach spoglądały na ciastka polane lukrem i obsypane rodzynkami. W restauracjach wsłuchiwały się w brzęk sztućców. Nadawały odświętną oprawę różnego rodzaju uroczystościom. Poznały perlisty śmiech i wesoły śpiew. Próbowały wyłowić słowa, szeptane wprost do ucha. Podziwiały pary wirujące na parkiecie, a same również wirowały i mieniły się w ich oczach. Napatrzyły się też na łzy wzruszenia, spływające po policzkach i ocierane wierzchem dłoni. Efektowne materiały, podatne na łączenie i rozdzieranie, układanie i marszczenie, służyły teatralnym dekoratorom. Współtworzyły scenografię, by jak najmocniej pobudzić wyobraźnię publiczności. Asystowały dramatom i uniesieniom bohaterów spektakli. Po prostu zawsze zabierały w pełen wrażeń i emocji świat!

Marzenie chłopca spełniło się. Produkty z jego firmy wciąż czynią rzeczywistość piękniejszą. Dzisiaj hale produkcyjne rozciągają się na przestrzeni siedmiu tysięcy metrów. Rzeczy, które w nich powstają, trafiają również w ręce tych, którzy posiadają najbujniejszą fantazję. Produkty Plastiflory przechodzą bowiem przez rączki dzieci na warsztatach plastycznych. Zamieniają się na przykład w ptasie skrzydła, wznoszące się do słońca. Pobudzają marzenia o podniebnych podróżach i innych niesamowitych przygodach. Trafiają do przedszkoli, szkół, a także do domów dziecka i hospicjów. Dzięki nim na twarzy niejednego malucha gości uśmiech – pewnie podobny do tego na twarzy chłopca, dla którego ojciec wyprodukował zwyczajny, a może właśnie nadzwyczajny sznurek.


Please wait...